kasprowy wierch z dzieckiem

Szczyt Kopy Kondrackiej. Z jednej strony grzbietami szlak prowadzi przez Czerwone Wierchy: Małołączniak, Krzesanicę i Ciemniak, więc otwiera się widok na szczyty Tatr Zachodnich. Z drugiej widać rozległą panoramę strony słowackiej i Cichej Doliny. Z kolejnej widać Kasprowy Wierch, Świnicę i czubek kultowej góry Słowaków Kasprowy Wierch (1987 m) – widokowy i łatwo dostępny, należy do czołówki najpopularniejszych turystycznych miejsc w Tatrach i to o każdej porze roku. Duża w tym zasługa kolejki linowej, która wywiezie nas na wysokość 1959 m n.p.m. Latem szczyt bywa oblegany nie tylko przez turystów spragnionych wrażeń z przejazdu kolejką, ale Ceny biletów (tourpassów) na kolejkę linową na Kasprowy Wierch zmieniają się w zależności od sezonu. Sezon niski na Kasprowym Wierchu: 1 marca - 15 kwietnia, 9 maja – 15 czerwca, 1 października – 15 grudnia. Sezon wysoki na Kasprowym Wierchu: 18 grudnia – 28 lutego, 16 kwietnia – 8 maja, 8 czerwca – 30 września. Szlaki z Kasprowego Wierchu Kasprowy Wierch z wózkiem i dla niepełnosprawnych. Osoby z niepełnosprawnościami, także te poruszającej się na wózku inwalidzkim oraz rodzice z dzieckiem w wózku bez problemu mogą wjechać na Kasprowy Wierch. Zarówno stacja kolejki jak i same wagoniki są w 100% dostępne. Przed stacją kolejki znajduje Przejście z Doliny Kościeliskiej na Kasprowy zajmuje ok. 2 godzin. Zejście znacznie krócej - 1 godzinę 20 minut. Dalsza trasa z Kasprowego Wierchu na Świnicę to malownicze podejście, które zajmie 1 godzinę 40 minut. Kasprowy Wierch – czas zejścia ze szlaków: · zielony – 2 godziny; · żółty – 1 godzina; · żółty ze no togel singapore yang keluar hari ini. Rodzinny wyjazd w Tatry był zachwycający i zaskakujący! Bynajmniej nie chodzi tylko o to, że w Tatrach spadł śnieg. Sami jesteśmy zaskoczeni, że mimo kiepskiej pogody i obostrzeń związanych z koronawirusem udało nam się zrobić i zobaczyć tak dużo. Bawiliśmy się z chmurami i deszczem w chowanego zaklinając rzeczywistość i prosząc, by choć na chwilę gęste chrmury odsłoniły górskie krajobrazy. Przeszliśmy pieszo ponad 33,1 kilometrów, a 27,5 przejechaliśmy na rowerze. Odwiedziliśmy wiele muzeów i komercyjnych atrakcji. Zobacz jakie rzeczy zaplanowaliśmy i co zrobiło na nas największe wrażenie. TATRY Z DZIEĆMI – NASZ PIERWSZY RAZ Uwaga! Jeśli chodzi o Tatry to jesteśmy totalnie zieloni. To był nasz pierwszy raz w Tatrach z dziećmi. Mimo że córki są doświadczonymi podróżniczkami (nie boję się tego powiedzieć), a na co dzień dużo wędrujemy po górach, nie planowaliśmy ambitnych prawda jest taka, że 12-15 km podczas jednej wędrówki dla 4,5 latka to jest naprawdę długi dystans. Na szczęście w Tatrach można wybrać praktycznie płaskie szlaki. Jeśli jesteś wytrawnym znawcą Tatr, pewne rzeczy mogą wydawać się Ci banalne i oczywiste. Wyszliśmy jednak, z założenia, że zwiedzanie warto zacząć od klasyków! No bo kto by nie chciał sprawdzić, czy Morskie Oko faktycznie jest takie magiczne? Czy miliony turystów się nie mylą wybierając je na cel swoich spacerów? Albo zobaczyć jaka jest różnica między tatrzańskimi dolinami? I na własne oczy sprawdzić jak robi się oscypek? Nasza lista przyda Ci się jeśli planujesz taki wyjazd w przyszłym roku. Jeśli już byłaś znasz Tatry lepiej niż my, sprawdź czy nic w naszych wyborach Cię nie zaskoczy. Nie są to wszystkie atrakcje i miejsca, które odwiedziliśmy opowiemy o nich później. CO ZATEM MUSIELIŚMY ZROBIĆ W TATRACH – CZYLI NASZ PLAN NA TATRY Z DZIEĆMI NA PIERWSZY RAZ Spis treściZOBACZYĆ MORSKIE OKOSPOJRZEĆ NA ŚWIAT Z 2 TYSIĘCY M. SIĘ WIDOKIEM ŚPIĄCEGO RYCERZA Z OKIENODWIEDZIĆ TATRZAŃSKIE DOLINYDOLINA KOŚCIELISKADOLINA CHOCHOŁOWSKADOLINA STRĄŻYSKAZJEŚĆ OSCYPKA I ZOBACZYĆ JAK SIĘ GO ROBIDOWIEDZIEĆ SIĘ WIĘCEJ O TATRACHMIESZKAĆ W DREWNIANYM DOMU I ZOBACZYĆ ZAKOPIAŃSKI STYL ARCHITEKTURYSPOTKAĆ SIĘ OKO W OKO Z TATRZAŃSKIMI ZWIERZĘTAMIPOCZUĆ KLIMAT KOMERCYJNEGO ZAKOPANEGO, CZYLI WJECHAĆ NA GUBAŁÓWKĘTATRY Z DZIEĆMI? DAĆ SIĘ PORWAĆ SZALEŃSTWU I ZJECHAĆ ZE ZJEŻDŻALNITATRY Z DZIEĆMI KOLEJNY RAZ – PO CO CHCEMY WRÓCIĆ?Czego nie udało nam się zrobić w Tatrach z dziećmi w październiku 2020?Tatry z dziećmi? A może dorzucisz do naszej listy coś jeszcze? ZOBACZYĆ MORSKIE OKO Wizyta na Morskim Oku to żelazny punkt programu podczas pobytu w Tatrach zarówno dla amatorów dalszych wędrówek jak i tych, którzy góry odwiedzają raczej sporadycznie. To miejsce rocznie odwiedza nawet milion osób. Zupełnie mnie to nie dziwi, sama jadąc w Tatry na pierwszym miejscu rzeczy „do zobaczenia” miałam Morskie Oko. Chciałam na własnej skórze przekonać się, czy to drugie największe tatrzańskie jezioro faktycznie jest takie piękne jak na zdjęciach i…. JEST! Nie da się jednak ukryć, że na turystyczny sukces Morskiego Oka wpływa też stosunkowo łatwa trasa. Jest niczym „tatrzańska autostrada”. Jeśli ktoś chce może całą trasę pokonać asfaltową drogą. Mimo że na turystów czeka ponad 500 metrów przewyższenia i 15,5 km wędrówki z Palanicy Białczańskiej do Morskiego Oka i z powrotem chętnych nie brakuje. Dziarskim krokiem wędrują „ku górze” by znaleźć się na poziomie 1406 m To właśnie tutaj znajduje się malowniczo położone Schronisko PTTK Morskie Oko. Co poniektórzy skracają sobie drogę korzystając z dorożek. O tyle ile wijąca się licznymi zakrętami asfaltowa droga i tłumy turystów bardziej nas irytowała niż cieszyła, nawet mimo pięknych widoków. To już czerwony szlak wokół Morskiego Oka wprawił nas w totalny zachwyt. Wraz z cichnącym gwarem i coraz trudniejszą drogą, otwieraliśmy szerzej oczy. Mocniej łapaliśmy ostre górskie powietrze. A z naszych serc, wraz z każdym kolejnym widokiem na wijącej się wokół jeziora ścieżce, wydobywało się nieme „WOW”. To było to! Możliwość bycia z Morskim Okiem sam na sam zapadnie nam w pamięci na długo … i nawet ten późniejszy powrót „tatrzańską autostradą”, uciekając przed chmurami, tłumami ludzi, a miejscami nawet przed korowodem bryczek i samochodów, nie był już taki uciążliwy. SPOJRZEĆ NA ŚWIAT Z 2 TYSIĘCY M. Wjechaliśmy koleją linową na Kasprowy Wierch (1987 m zupełnie się tego nie wstydząc. Owszem, gdyby była lepsza pogoda, pewnie w jedną stronę zdecydowalibyśmy się na spacer, bo ponoć widoki z zielonego szlaku są jeszcze lepsze niż ze szczytu (6,4 km w jedną stronę z Kuźnic). My jednak potraktowaliśmy wjazd kolejką linową jako swoistą atrakcję. Kolej Linowa na Kasprowy Wierch została wybudowana w 1936 roku. Turyści w zaledwie 12 minut pokonują odległość 4292 metrów i aż 936 metrów przewyższenia. W czasie pięknej pogody mogą liczyć na cudowne widoki na korony tatrzańskich drzew oraz okoliczne szczyty. My co prawda, nie mogliśmy liczyć na rozległe panoramy Tatr, ale trzeba przyznać, że spektakl chmur i mgły na tej wysokości zrobił na nas niemałe wrażenie. Górna stacja kolei linowej Kasprowy Wierch była naszych punktem wyjścia do zdobycia pierwszego w Polsce dwutysięcznika. Po 700 metrach wędrówki we mgle znaleźliśmy się na poziomie 2012 m (szczyt Beskid). To najłatwiej dostępny polski dwutysięcznik. ZACHWYCAĆ SIĘ WIDOKIEM ŚPIĄCEGO RYCERZA Z OKIEN Czy jest ktoś, kto nie zna legendy o śpiących rycerzach? Albo kiedykolwiek nie widział charakterystycznego masywu Giewontu? To bez wątpienia najbardziej charakterystyczna góra w Polsce. Jest też niezwykle popularna, na szczyt Wielkiego Giewontu (1896 m prowadzi niebieski szlak zakończony łańcuchami. My co prawda tym razem musieliśmy zadowolić się tylko podziwianiem góry z oddali, ale i tak sprawiło nam to ogrom satysfakcji. Patrząc za okno, czy to hotelu Aquarion w Zakopanem, czy Willi Pitoniówka w Kościelisku, czuliśmy się… spokojnie i bezpiecznie. W końcu naszej wolności i dobrobytu chroni wielki, śpiący rycerz ? Śpiący Rycerz to nic innego jak masyw Giewontu. Na jego głowie, nazywanej często po prostu Giewontem, a dokładniej to na Wielkim Giewoncie (1896 m stoi od 1900 roku charakterystyczny 15 metrowy krzyż. Z kolei tułów to tzw. Długi Giewont (1867 m Giewont podziwialiśmy też z Doliny Strążyskiej, którą prowadzi jedna z dwóch dróg na szczyt. ODWIEDZIĆ TATRZAŃSKIE DOLINY Tuż obok wysokich i skalistych grani wyższych partii Tatr, tatrzańskie doliny są magnesem, który przyciąga w góry amatorów kontaktu z przyrodą i pięknych krajobrazów. Czyli nas :) Wiosną słyną z dywanów krokusów, ale i w czasie innych pór roku zachwycają widokami i różnorodnością. My celowaliśmy w złotą polską jesień, a wyszła nam biała tatrzańska zima przerywana jesienną pluchą. Doliny w Tatrach zostały wyrzeźbione przez lodowiec, a potem wartko płynące górskie potoki. Szlaki łagodnie prowadzą przez rozległe łąki, hale i wąskie wąwozy. Początkowo asfaltem lub szerokimi szutrowymi drogami, z czasem wiją się malowniczymi ścieżkami wśród kamieni dostarczając satysfakcji także bardziej wymagającym turystom. Trzeba jednak przyznać, że wędrowanie po tatrzańskich dolinach jest… łatwe. Tu nie ma wielu przewyższeń ani trudnych momentów. Tatrzańskie doliny wydają się być zatem idealne dla rodzin z wózkami, czy kilkulatkami, którzy stawiają swoje pierwsze kroki w górach. Choć trzeba przyznać, ze nie każdy wózek da tu radę. DOLINA KOŚCIELISKA Odwiedziliśmy trzy doliny, te najbardziej popularne. Dolina Kościeliska zachwyciła nas swoją różnorodnością. Dolina Kościeliska jest długim na 8 km wąwozem o stromych zboczach z licznymi jaskiniami i szczelinami. Byliśmy tam w czasie… deszczu i śniegu, więc będziemy wspominać przemoczone buty i dość trudne warunki. Niestety nie odwiedziliśmy kryjących się tuż obok jaskiń (Jaskini Mroźnej nie odwiedziliśmy z powodu trwającego tam remontu do 2023 roku). Jednak to, co widzieliśmy i tak zrobiło na nas mega wrażenie a dotarliśmy dość daleko bo do Schroniska PTTK na Hali Ornak. DOLINA CHOCHOŁOWSKA Dolina Chochołowska jest większa, wszak to największa dolina polskich Tatr Zachodnich. Jest także bardziej turystyczna. Można jeździć po niej rowerem, bryczką, czy… ciuchcią. Nas zachwyciła swoim rozmachem oraz starymi bacówkami, które niegdyś służyły bacom do wypasu owiec, a dziś służą głównie turystom. Przemierzyliśmy ją rowerem, co samo w sobie było nie lada atrakcją. Możliwość mknięcia po asfaltowej drodze w cieniu wysokich drzew i skalistych zboczy zapamiętamy na długo… podobnie jak ostre podejście i kamienie na ścieżce tuż przy Schronisku PTTK w Dolinie Chochołowskiej. DOLINA STRĄŻYSKA Na deser tuż przed wyjazdem poszliśmy na spacer do Doliny Strążyskiej. Tu uchowała się złota polska jesień. Chłonęliśmy kolory liści i zachwycaliśmy się kaskadami płynącego tuż obok ścieżki strumienia, równocześnie zza drzew wypatrując Giewontu. ZJEŚĆ OSCYPKA I ZOBACZYĆ JAK SIĘ GO ROBI Z czym pod względem kulinarnym kojarzy Ci się Zakopane? Nam bez wątpienia z oscypkiem. To najsłynniejszy polski ser wpisany na listę produktów regionalnych chronionych przez prawo unijne. Według prawa powinien ważyć od 60 do 80 dag, mierzyć od 17 do 23 cm, mieć charakterystyczny wrzecionowaty kształt, być wyprodukowanym z mleka owczego i koniecznie w bacówce na terenie określonych gmin. Wydaje się, że będąc w Zakopanem kupić go można dosłownie wszędzie. Ale czy faktycznie tak jest? O tym, czym oscypek różni się od gołki oraz jak robi się ten produkt, poszliśmy posłuchać i zobaczyć w Muzeum Oscypka w Zakopanem. Widzieliśmy technikę scypania a także wszystkie etapy produkcji. No może prócz samego wędzenia i samego dojenia owiec, które co prawda zeszły już z górskich hal na polany, ale pozostały na dworze. W sali muzeum zaaranżowanego na bacówkę z płonącym ogniem i prawdziwym bacom, dowiedzieliśmy się jak wygląda tradycyjny wypas owiec na Podhalu i wspomniana już produkcja oscypka. A z Zakopanego wyjechaliśmy z potężnym zapasem serów różnych maści, w tym także prawdziwego oscypka ze 100% zawartością mleka owczego! DOWIEDZIEĆ SIĘ WIĘCEJ O TATRACH Uwielbiamy górskie wędrówki i przebywanie z dziećmi na łonie natury, ale podczas naszych wypraw lubimy się czegoś dowiedzieć. Najlepiej od osób, które znają dane miejsce od podszewki. Takimi ludźmi bez wątpienia są pracownicy Tatrzańskiego Parku Narodowego, który powstał, by chronić przyrodę ożywioną i nieożywioną Tatr. Odwiedziliśmy Centrum Edukacji Przyrodniczej Tatrzańskiego Parku Narodowego i uważam, że to powinien być punkt obowiązkowy przed wyjściem na szlak dla każdego. Nie tylko dla rodzin z dziećmi! Ciekawie zaaranżowane muzeum w świetny sposób przedstawia nam geografię i przyrodę Tatr. Na największej makiecie Tatr za sprawą multimedialnej prezentacji zobaczyliśmy górskie szczyty, szlaki, czy podział geograficzny. Wszystko w towarzystwie głosu lektora, który opowiadał nam o oczywistościach, ale i ciekawostkach związanych z miejscem, w którym byliśmy. Następnie odwiedzając sale, w których znalazły się estetycznie zaaranżowane trójwymiarowe makiety przedstawiające łąkę, las, jaskinie i wpływ człowieka na tatrzańskie ekosystemy. Dla dziewczynek była to możliwość wypatrywania zwierząt, które później mieliśmy szanse spotkać na szlaku. Dla nas ogromna dawka wiedzy i refleksji… nad tym, że zarówno w tatrach jak i w każdym lesie, czy na łące jesteśmy tylko gośćmi zwierząt. Niestety, z uwagi na obostrzenia nie mogliśmy wziąć udziału w seansie kina 4D ani Sali Odkryć, ale wrócimy, jak już dziewczynki będą starsze. MIESZKAĆ W DREWNIANYM DOMU I ZOBACZYĆ ZAKOPIAŃSKI STYL ARCHITEKTURY Tak jak będąc na Podhalu trzeba spróbować oscypka, tak nocując tutaj naprawdę warto choć raz zamieszkać w domu nawiązującym do architektury regionu. Poczuć charakterystyczny zapach drewna. Rozkoszować się elementami zdobniczymi i z ciekawości oglądać każdą ozdobę framugi drzwi, czy okien. Cieszyć się widokiem wschodu słońca nad górami leżąc w wygodnym łóżku lub siedząc na tarasie popijając poranną kawę. I po kilku dniach spędzonych w domku z bala w Kościelisku nie chcieć wracać do domu albo chcieć… przenieść trochę góralskiego ducha w swoje strony, zamieszkując w domku z bala mimo że wcześniej wcale nie przyszłoby Ci to do głowy! Podczas pobytu w Kościelisku nocowaliśmy w Willi Pitoniówka, która swoją architekturą nawiązuje do stylu zakopiańskiego (tu można ją zarezerwować). Nocując w takim miejscu nie mogliśmy nie dowiedzieć się więcej na temat tego charakterystycznego stylu budownictwa dla tego regionu. Odwiedziliśmy więc Willę Kolibę, w której od 1993 mieści się Muzeum Stylu Zakopiańskiego, a sama willa została oddana do użytku w tym roku po gruntownym remoncie. Willa Koliba to był pierwszy dom wybudowany według projektu Stanisława Witkiewicza, którego uznaje się za ojca tego stylu budownictwa. Styl zakopiański powstał jako odpowiedź na architekturę w stylu szwajcarskim, czy tyrolskim. Chodziło o to, by dostosować budownictwo podhalańskie do oczekiwań i standardu mieszkaniowego bardziej wymagających gości równocześnie nie zapominając o tradycji regionu. Zakopane już na początku XX wieku było niezwykle popularne wśród turystów. Byliśmy też w Chałupie Gąsieniców Sobczaków, które także jest częścią Muzeum Tatrzańskiego. Tam zobaczyliśmy jak wyglądała stara chałupa górska składająca się z sieni (korytarza) oraz dwóch izb: białej i czarnej. Oba miejsca są warte odwiedzenia. SPOTKAĆ SIĘ OKO W OKO Z TATRZAŃSKIMI ZWIERZĘTAMI – Misie nie – krzyczała nasza dwulatka każdorazowo kiedy mijaliśmy tablicę ostrzegawczą przed spotkaniem z niedźwiedziami przed wejściem do Tatrzańskiego Parku Narodowego. Zgadzaliśmy się z nią w 100%. O tyle ile misie przytulanki bardzo lubimy to dzikiego niedźwiedzia na szlaku raczej nie chcielibyśmy spotkać. Udało nam się za to spotkać dzikiego jelenia, który nic robił sobie z tłumu turystów w drodze na Morskie Oko, którzy za wszelką cenę chcieli uwiecznić to spotkanie. Były też stada pasących się owiec na pokrytych pierwszym śniegiem górskich łąkach. Wpadliśmy też zobaczyć świstaki do Tatrzańskiego Parku Edukacyjnego „ZwierzOgród”, ale okazało się, że już smacznie śpią. Na pocieszenie były owce, kozy, daniele, jeleń, lis śnieżny i drapieżniki a także wiele ciekawych informacji na temat tych zwierząt i świetny plac zabaw! Na pewno wrócimy jak świstaki się obudzą. Jakby tego było mało to zajrzeliśmy też do kilku innych miejsc w Zakopanem, w których można obcować ze zwierzętami. Jednym z nich było Tatrzańskie ZOO, w którym dziewczynki karmiły i przytulały zwierzaki. O tyle ile im najbardziej do gustu przypadły małe puchate króliczki, to nas upodobały sobie kozy i alpaki, które nie chciały nas przepuścić bez kolejnej porcji marchewki. POCZUĆ KLIMAT KOMERCYJNEGO ZAKOPANEGO, CZYLI WJECHAĆ NA GUBAŁÓWKĘ Na co dzień unikamy takich miejsc, ale chcąc przygotować kompleksowy materiał nie mogliśmy tym razem odpuścić. O tyle ile same Krupówki nie zrobiły na nas wrażenia, to już sama Gubałówka jak najbardziej. Ogromną zasługą jest widok, który roztacza się z jej zboczy. Gubałówka to 1120 m szczyt na północ od Zakopanego. Jest doskonałym puntem widokowym na Tatry, ale i samo Zakopane, które z tej perspektywy jawi się jako idealne miejsce do życia, za górami, za lasami. Atrakcją Gubałówki jest też sam wjazd kolejką linowo-terenową, a także bogata infrastruktura na górze. Prócz wielu stoisk z pamiątkami, obok których naprawdę ciężko przejść z dziećmi, oraz restauracjami z widokami, są tu też zjeżdżalnia grawitacyjna, park linowy, czy dmuchańce. No i dziesiątki straganów :P TATRY Z DZIEĆMI? DAĆ SIĘ PORWAĆ SZALEŃSTWU I ZJECHAĆ ZE ZJEŻDŻALNI Zakopane jest popularnym ośrodkiem sportów zimowych. Jadąc po okolicy zewsząd dobiegają do nas bilbordy. Zachęcają do odwiedzenia stoków, udziału w kuligach, przejażdżkach skuterami śnieżnymi, czy po prostu zjazdu na sankach z okolicznych górek. I o tyle ile doświadczyliśmy w październiku śniegu w Tatrach. A spadło go całkiem sporo, bo na samochodzie mieliśmy ponad 15 cm warstwę białego puchu, to na białe szaleństwo jest jednak jeszcze za wcześniej. Chociaż próbowaliśmy robić to na własną rękę tuż pod domem. Żeby jednak tradycji stało się za dość i faktycznie poszaleć w tatrach pojechaliśmy pozjeżdżać z 50 metrowej zjeżdżalni Góralski Ślizg pod Gubałowką. Może nie na nartach, sankach, czy pontonach, ale na matach. Teraz nie pozostaje nam nic innego jak przekonać się, czy zjazdy z tutejszych stoków są równie fascynujące. TATRY Z DZIEĆMI KOLEJNY RAZ – PO CO CHCEMY WRÓCIĆ? Trzeba przyznać, że byliśmy w Tatrach dość długo jak na jesienny wypad. Najpierw trzy dni spędziliśmy w hotelu Aquarion Family Resort&Spa, a potem siedem dni w drewnianej Willi Pitoniówka w Kościelisku z pięknym widokiem na Giewont. Mimo że wydaje nam się, że przy takiej pogodzie i dwójce małych dzieci zrobiliśmy dość dużo to na naszej liście wciąż jest wiele rzeczy do zobaczenia/odwiedzenia. Czego nie udało nam się zrobić w Tatrach z dziećmi w październiku 2020? – Podziwiać widoki z kolejki na Kasprowy Wierch – tu niestety zawiniła gęsta mgła i musieliśmy wierzyć na słowo przewodnikowi w wagoniku, że to co widzimy za oknem zapiera dech w piersiach. Choć nie wiem czy powinnam pisać tutaj o winie. Mgła w górach ma swój urok, a widoki z Kasprowego Wierchu i drogi na pobliski Beskid będą z pewnością niezapomniane. – Przejść kolejne kilometry po górskich szlakach – w polskich Tatrach jest 275 km szlaków. Podczas tego pobytu w tatrach udało się pokonać 60,6 km (z czego rowerem 27,5, a pieszo 33,1). Na liście rzeczy do odwiedzenia mamy przecież Giewont, Halę Gąsienicową, Dolinę Małej Łąki, Dolinę Pięciu Stawów… a za jakieś X lat może i Rysy ? – Śpiewać i tańczyć na góralskiej biesiadzie – tradycja Podhala można oglądać nie tylko w skansenie. One wciąż żyją, a umiejętność posługiwania się gwarą, tańca i śpiewu dla osób urodzonych tutaj to naturalna umiejętność. Chcielibyśmy poczuć klimat tego miejsca, ale z powodu czerwonej strefy nie udało nam się zrealizować tego marzenia. – Zobaczyć świstaka – o tym już pisałam wyżej, ale nawet bez świstaka to miejsce jest warte odwiedzenia. My jednak musimy wrócić jak już świstak się wyśpi ? Czyli jakoś w maju. Tatry z dziećmi? A może dorzucisz do naszej listy coś jeszcze? Wszystkie zdjęcia naziemne we wpisie zostały wykonane telefonami Xiaomi Mi 10 Pro i Xiaomi Mi 9. Często nas o to pytacie, niebawem napiszemy osobny wpis o tym, dlaczego robimy zdjęcia już tylko telefonem. Dla nas to ogromne ułatwienie, a czy na blogu wychodzimy na tym dobrze to już oceńcie sami :) pps. Przy okazji jeśli jeszcze nie ma Cię na naszym Instagramie koniecznie to nadrób :) Jeśli spodobał Ci się ten wpis i lubisz korzystać z naszych turystycznych poleceń wycieczkowych postaw nam kawę:) Obiecujemy, że z kubkiem termicznym w dłonie wyruszymy na poszukiwanie nowych, niebanalnych miejscówek na Dolnym Śląsku (i nie tylko). A jeśli nie Tatry z dziećmi to co? Zobacz nasze najpiękniejsze tegoroczne karkonoskie doświadczenie – przejście 50 km z dziećmi zielonym szlakiem od Karpacza do Jakuszyc. i Do wypadku doszło na wyciągu Wypadek w Tatrach Dramat w Tatrach. Kobieta wypadła z wyciągu z Hali Gąsienicowej na Kasprowy Wierch. Jest poważnie ranna i nieprzytomna. Na miejsce wezwano śmigłowiec TOPR. Stan turystki jest określany jako ciężki. Poważny wypadek w Tatrach. Z krzesełka kolejki z Hali Gąsienicowej na Kasprowy Wierch wypadła turystka. Jak informuje stan kobiety jest ciężki. Na miejsce wysłano śmigłowiec TOPR. Czytaj także: Lekarze zmniejszyli Emilii żołądek. "Jest łatwiej się poruszać i chodzić po schodach". Plaga otyłości olbrzymiej u dzieci Jak podają ratownicy przyczyną wypadku, był prawdopodobnie atak epilepsji. Do tej pory wyciąg ten był uruchamiany zimą dla narciarzy. W tym sezonie letnim po raz pierwszy został uruchomiony dla turystów podczas wakacji. Express Biedrzyckiej: Prof. Balcerowicz: 4-dniowy tydzień pracy to absurd. Nie należy traktować poważne rzeczy, wziętych z księżyca Sonda Czy turyści wybierający się w góry powinni mieć wykupione ubezpieczenie? Z wyciągu krzesełkowego z Hali Gąsienicowej na Kasprowy Wierch we wtorek spadła kobieta – poinformował reportera Radia ZET ratownik dyżurny TOPR Tomasz Wojciechowski. Turystka miała prawdopodobnie atak epilepsji. Trafiła do szpitala w stanie ciężkim. Dramatyczny wypadek w Tatrach. Ratownicy Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego poinformowali o turystce, która wypadła z wyciągu krzesełkowego z Hali Gąsienicowej na Kasprowy powiedział reporterowi Radia ZET Przemkowi Tarankowi ratownik dyżurny Tomasz Wojciechowski, kobieta miała prawdopodobnie atak epilepsji, dlatego spadła z krzesełka z dużej wypadła z kolejki krzesełkowej na Kasprowy WierchWyciąg krzesełkowy został zatrzymany, opuścili go wszyscy turyści. Jak powiedziała Radiu ZET Marta Grzywa z biura prasowego PKL, kolejka będzie nieczynna do czasu wyjaśnienia sytuacji. Na pewno nie ruszy we w Kotle Gąsienicowym dotychczas była uruchamiana tylko w zimie i wywoziła na szczyt narciarzy. Podczas tegorocznych wakacji wyciąg po raz pierwszy został także uruchomiony dla turystów. Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś intrygującego lub bulwersującego? Chcesz, żebyśmy opisali ważny problem? Napisz do nas! Informacje, zdjęcia i nagrania możesz przesłać nam na informacje@ Taranek Chodzenie po górach w samotności ma wiele plusów – przekonałem się o tym na własnej skórze. Oczywiście są też i gorsze strony. O jednych i drugich – z mojego punktu widzenia – dowiesz się czytając ten wpis. Jest troszkę długi, ale bądź cierpliwy. Warto. Jak wejść na Kasprowy Wierch samemu? W zasadzie pozostałem bez wyjścia, bo tym razem do Zakopanego przyjechaliśmy we trójkę. Ania jest w już zaawansowanej ciąży (niedługo urodzi się mały Duduś), więc nie wypada, aby chodziła na eskapady w wysokie góry. Chociaż mówi się, że ciąża to nie choroba, to jednak należy wystrzegać się dużego wysiłku. W końcu, jak mówi przysłowie, lepiej dmuchać na zimne. Lubimy chodzić we dwójkę i razem pokonywać własne bariery, ale tym razem sam zmagałem się z górami realizując założony przed wyjazdem plan. Przyznam szczerze, że do tego wejścia nie przygotowywałem się wcale. Trochę wierzyłem, że wieloletnie treningi w piłce nożnej, setki rozegranych meczy i tysiące kilometrów z piłką pozostawiły w moim organizmie trwały ślad, czyli dobrą kondycję i odpowiednią siłę w nogach. Tydzień przed wyjazdem postanowiłem jednak dwa razy pobiegać, aby sprawdzić swoją wydolność. Nie było najgorzej, ale z reguły nawet najlepszy sportowiec, który po ciężkiej kontuzji czy dłuższej przerwie pragnie wrócić na boisko, musi zmierzyć się z zakwaszeniem organizmu (mowa o zakwasach). W moim przypadku było podobnie. Zakwasy były na tyle duże, że z daleka przypominałem trędowatego. Ten okres trzeba po prostu odchorować. Jeśli wybierasz się w taką wędrówkę, to proponuję, aby się do tego chociaż troszkę przygotować. Zarówno od strony fizycznej, jak i kondycyjnej. Chyba, że chcesz podczas wspinania się dyszeć jak 100-letnia lokomotywa, wypluć własne płuca, a na drugi dzień sturlać się z łóżka czując każdy kawałek swojego zbolałego ciała. Mówię całkiem poważnie. Mimo, że trasa w porównaniu ze Świnicą, Orlą Percią, Mnichem, Rysami (przypuszczam, bo jeszcze te szczyty przede mną) jest bardzo przyjemna i prosta. Chociaż u mnie zakwasy pojawiły się tylko na pośladkach (całe szczęście 😉 ), to po powrocie do pensjonatu Willa Malinowa, miałem pewne obawy, że będzie dużo gorzej. „Ból dupy… czyli pobudka o 4:20” To, co dla niektórych nie jest wyzwaniem, dla innych jest czymś nierealnym, coś czego przeskoczyć się nie da. Ja uważam, że wstawanie o świcie słońca jest czymś naturalnym i przyjemnym. Wymaga to od nas pewnego zaangażowania, silnej woli i determinacji. Tym bardziej, jeśli wiesz, że nie musisz, ale chcesz. Wtedy w głowie pojawiają się różne myśli. U mnie nigdy nie było z tym problemów. Ważne jest, żeby podczas dzwonienia budzika, szybko otworzyć oczy i po kilku sekundach wstać z łóżka. Nie zastanawiać się, czy może jeszcze 5 minut i nie ustawiać drzemki, bo to z reguły nie kończy się na 10-15 minutach, tylko na głębokim śnie! Pozytywne emocje, które we mnie siedziały, nie pozwoliły zostać dłużej w łóżku. Byłem też ciekaw, czy sprawdziły się prognozy pogody. Najważniejsze, że nie padało i były perspektywy na piękną pogodę. Wszystko, co miałem zabrać, wystarczyło spakować do plecaka. Przygotowałem herbatę w termosie, zapakowałem też prowiant – mogę startować. Podjechałem samochodem pod Rondo Jana Pawła II, zaparkowałem nieopodal Wielkiej Krokwi. Osoby, które myślą, że o 5 rano nie zastaną tam żadnego parkingowego, są w błędzie. W sezonie zakopiański biznes kręci się bez przerwy. Zaparkowanie samochodu w tym miejscu to koszt rzędu 20 zł za dobę. Jak wejść na Kasprowy Wierch pieszo, latem i w pojedynkę? Od ronda do Kuźnic jest kawałek, ale jak się później okazało, w połowie drogi znajduje się parking (kiedyś go nie było), więc samochód można zostawić bliżej, niż ja to zrobiłem. Uwierz mi – to będzie miało znaczenie w drodze powrotnej, gdy zmęczenie będzie dawało Ci się we znaki. Na Kuźnicach mamy do wyboru trzy szlaki prowadzące na Kasprowy Wierch: zielony, żółty i niebieski. Ja wybrałem żółty. Jest chyba najlepszy pod kątem widoków, a tym samym najczęściej wybierany przez turystów. O tej wczesnej godzinie szlaki świeciły pustkami. Spotkałem po drodze pojedyncze osoby, które, podobnie jak ja, cenią sobie ciszę i spokój. Poza tym, chcąc zaliczyć wyższe szczyty, musimy wyjść stosunkowo wcześnie, aby wracając nie zastała nas noc. Długość trasy, licząc od Kuźnic aż po sam szczyt Kasprowego Wierchu, to ok. 7,3 km. Według mapy można wejść tam w ciągu 2 godzin i 30 minut. Pewnie ten wynik jest realny, jeśli skupimy się w 100% na samym szczycie i nie będziemy zbaczać z trasy, ale bądźmy realistami. Różnica poziomów to około 976 m. Zaczynamy od Kuźnic z poziomu 1011 m, a kończymy na samej górze, na 1987 metrach. Musimy więc wspiąć się prawie kilometr w linii pionowej. Pierwszy odcinek zaczyna się na Polanie Jaworzynki, która otoczona jest pięknymi, starymi, opuszczonymi szopami pasterskimi. To nadaje jej pewnego uroku. Jak się okazuje, nazwa polany pochodzi od rosnących na niej dawniej jaworów. Możemy z niej łatwo dostrzec Przełęcz między Kopami. Droga jest płaska i szeroka. Niemniej jednak kolejny odcinek przy ławce (idealne miejsce na pierwsze śniadanie) stanowi pierwsze wyzwanie! Zaczynają się wzniesienia. Jest to niedługi odcinek schodów prowadzący przez las. Na tej trasie, ku mojemu zaskoczeniu, zaczął delikatnie kropić deszcz. Zacząłem się zastanawiać, czy to tylko kilka kropel, czy może zapowiada się coś większego… Ale nie to było najgorsze. Wyobraź sobie, że przez cały ten odcinek, aż do samej góry schodków ułożonych z dużych kamieni, atakowały mnie oszalałe osy. Jakaś szarańcza, która upatrywała sobie ofiarę i utrudniała jej życie aż po kończący się las. Masakra. Myślałem, że już się od nich nigdy nie uwolnię. Na szczęście deszcz przestał padać i zaczęło się coraz śmielej przejaśniać. No i osy też uciekły! Uff… W tym miejscu zrobiłem sobie krótki odpoczynek na mały łyk wody i żółtego banana. Kiedyś ten odcinek wydawał mi się trudny, ale to był dopiero początek. Dalsza trasa przebiega poprzez dużo węższą ścieżkę, pomiędzy pięknymi kosodrzewinami oraz jodłami, które nadają temu miejscu wyjątkowości. Następnie dochodzimy do tak zwanej Wyżni Polany Jaworzynki, z której rozlega się widok na polanę i gdzieniegdzie widać centrum Zakopanego. Zanim dotrzemy na Halę Gąsienicową, na której udało mi się uchwycić piękne widoki, będziemy przechodzić przez Przełęcz między Kopami. Tam łączą się ze sobą dwa szlaki: żółty i niebieski. Pogoda była dla mnie łaskawa, pojawiło się słońce, a wraz z tym nadzieja na dobre zdjęcia. Z Przełęczy na słynną Halę Gąsienicową idziemy szeroką i prostą ścieżką z lekkim spadem. Widok jest już całkiem przyjemny, zwłaszcza, gdy idziemy o poranku, a słońce nieśmiało rozświetla polanę i całą panoramę gór. Takie widoki lubię najbardziej! Jakie są plusy chodzenia po górach w pojedynkę? To, co napiszę, będzie ciekawe dla osób, które nie lubią samotności. W zasadzie chyba nikt jej nie lubi, prawda? W dłuższej perspektywie czasu samotność potrafi zabić. Nikt nie mówi o życiu typowego jaskiniowca, który stroni od kontaktu z drugim człowiekiem, bo nie jest mu to na rękę, lub po prostu się tego boi. Tak naprawdę woli własne towarzystwo, bo w nim czuje się najbezpieczniej. Kobiety tak nie mają, a jeśli się mylę, to proszę popraw mnie. Natomiast my, mężczyźni z krwi i kości, (co to za uśmieszki :D?) mamy coś z jaskiniowca. Już widzę kobiety, które czytając to, kiwają głowami w celu potwierdzenia :). Góry to dla mnie odskocznia od problemów, które napotykam na co dzień na swojej drodze. Idąc górskim szlakiem zabieram ze sobą plecak i własne myśli. To tam potrafię je uporządkować. Moja uwaga skupiona jest wyłącznie na tym, co pozytywne. W otoczeniu pięknych zjawisk przyrody człowiek skupia się na tym, co tu i teraz. W życiu codziennym zapominamy o celebrowaniu tego co małe, ale piękne. [mailerlite_form form_id=2] Moja kilkugodzinna podróż na Kasprowy Wierch pozwoliła wyciszyć ciało i umysł. Traktuję to jako swego rodzaju medytację, która umożliwia skierowanie myśli w pożądanym kierunku. Na co dzień jest to ciężkie, ponieważ mamy wokół siebie wiele rozpraszaczy, które kradną nasz czas. Gdy idziesz w pojedynkę nikt Cię nie rozprasza. Tym samym zmierzasz do celu dużo szybciej niż normalnie. Każdemu zalecam tego rodzaju detoks. Takie oczyszczanie organizmu to ja rozumiem. Największą zmorą, i przed tym Cię przestrzegam, jest pójście w góry z osobą, która idzie, bo Ty idziesz. Tak naprawdę nie lubi chodzić i szybko się męczy. Nie Ty, ale znasz takie osoby, które wolałyby w tym momencie leżeć na plaży trzymając w ręku zimny kufel z piwem. Miej świadomość, że nie wszyscy będą kochać góry tak jak Ty. W życiu jest piękne to, że każdy człowiek jest inny. Mamy inne potrzeby, nawyki i przekonania. Jeśli pójdziesz z kimś, kto nie za bardzo jest przekonany do górskich wędrówek, będziecie się wzajemnie męczyć. Zastanów się nad tym, zanim popełnisz ten kardynalny błąd. Przyznam Ci się, że jest też pewien minus. Jeśli idziesz z kimś komu ufasz, kochasz go, a on podobnie jak Ty podziela Twoją pasję, to możecie wspólnie dzielić swoje szczęście wędrując!!! Trochę brakowało mi mojej gaduły… 😉 Hala Gąsienicowa pełną gębą! Ten widok śni mi się po nocach… 😉 Pewnie słyszałeś niejednokrotnie, że widok z Hali Gąsienicowej jest jednym z najpiękniejszych. Potwierdzam. Szczególnie, gdy dotrzesz na nią o poranku lub zachodzie słońca. Jest to miejsce, które ma coś w sobie. W powietrzu unosi się wyjątkowy klimat, a widok zapiera dech w piersiach, co udało się tylko w niewielkim stopniu ująć w kadrze mojego obiektywu. Przy niektórych drewnianych chatkach są ławki, na których można usiąść i spokojnie cieszyć się tym, co nasze ludzkie oko ma przed sobą. Weź kilka oddechów pełną piersią i staraj się celebrować te krótkie, ulotne, ale mocno ujmujące chwile. Myślę, że patrząc na te zdjęcia, wiesz o czym mówię? W drodze powrotnej ująłem kadr, na którym widać zwiększony ruch na szlaku. Zrobiło się ciasno. Dobrze, że ja już wracam… I wiesz co? Fajne jest uczucie, gdy wracając, widzisz spoconych, ostro dyszących, zmarnowanych turystów zmierzających w górę… Przy schodzeniu wysiłek jest przecież o połowę mniejszy. Po prostu rzucasz nogi przed siebie i jakoś to leci 😉 Przystanek w uroczym schronisku PTTK Murowaniec! O tym miejscu można by wiele mówić. Dla mnie i Ani ma ono sentymentalne znaczenie. Ten, kto czytał o naszym plenerze w Zakopanem, wie jaką przygodę przeżyliśmy schodząc z Kasprowego. A jednym z naszych najmilszych i najprzyjemniejszych momentów (to tam chowaliśmy się przed silnym wiatrem – halnym!) było właśnie to schronisko. Wokół budynku jest sporo ławek, więc można spokojnie usiąść. W Murowańcu byłem w granicach 8:30-9:00 rano, a o tej porze to miejsce nie jest jeszcze mocno oblegane. Spotkałem nielicznych, ale doświadczonych turystów, co można było rozpoznać ze sprzętu, którym się posiłkowali. Żałowałem, że już z rana nie zdecydowałem się na jakąś przekąskę w schronisku, bo w drodze powrotnej budynek był w całości zapełniony turystami. Tymi zagorzałymi i z przypadku. W szczycie sezonu to normalne, i niezbyt miłe, zjawisko. Chociaż cieszy fakt, że wielu zwiedzających wybiera góry jako góry, a nie dość powszechne przejście Krupówek z góry na dół i z powrotem 😀 Nie mówię oczywiście, że to jest złe, ale to nie powinien być cel sam w sobie. Czarny Staw Gąsienicowy – Twoje „MUST HAVE”!!! To jedno z ulubionych miejsc, obok którego nie mogę przejść obojętnie. Jako, że jest to niemal 35 minut drogi od schroniska PTTK Murowaniec, to nie mogłem się powstrzymać, żeby tam nie pójść. Poza tym, nie potrafiłem sobie odmówić tych widoków, których doświadczyć można będąc nad stawem. Dojście do Czarnego Stawu Gąsienicowego przebiega dość spokojnie. Większość trasy przejdziesz po dużych kamieniach. Część drogi to lekkie wzniesienia, a wokół dostrzec można wiele kosodrzewin. Do celu można dojść stosunkowo szybciej niż podaje tablica, jeśli nie będziemy się mocno obijać. Praktycznie w tym samym miejscu, jakieś 2 lata temu, mieliśmy swoje najlepsze zdjęcie z sesji plenerowej. Ten staw przy dużym wietrze wygląda jak wzburzone morze. To swego rodzaju oaza spokoju. Woda jest przezroczysta o zabarwieniu szafiru. Widoczność sięga od 10 do 12 m. Znajdujemy się na poziomie 1624 metrów Można usiąść na dużym kamieniu i wpatrywać się w duże masywy gór, które są umiejscowione wokół stawu. Dostrzec możesz Kościelec (2155 m), Mały Kościelec lub Żółtą Turnię. Idąc wzdłuż stawu lewą stroną możemy dojść szlakiem na Zawrat (2159 m), gdzie w tym dniu akurat zmierzało dużo osób. Ostatnie podejście na Kasprowy Wierch! Ponad połowa trasy za mną. Według tabliczki, która znajduje się tuż za rogiem schroniska Murowaniec, aby wejść na Kasprowy Wierch, trzeba założyć sobie jeszcze godzinny marsz. W mojej ocenie jest to najcięższe podejście ze wszystkich odcinków. Trasa ta liczy 2,7 km. Jak widzisz na zdjęciu poniżej, piesze wędrówki w dużym stopniu wybierają osoby już nieco starsze. Zawsze uśmiecham się widząc na szlaku osoby powyżej 60, a czasem 70 roku życia… To utwierdza mnie w przekonaniu, że starość można przeżywać na tysiąc różnych sposobów. Z dużym podziwem obserwuję takich ludzi w górach i chylę przed nimi czoła. Są oni dowodem na to, że miłość do gór nigdy nie rdzewieje i wspinać się można w każdym wieku. Po drodze mamy możliwość zejścia ze szlaku na Kasprowy i wejścia na trasę prowadzącą w kierunku Przełęczy Liliowej. To jest już ostateczne podejście na szczyt, które – jak widać na zdjęciu – jest dość strome. Tutaj trzeba włożyć największy wysiłek. Idziemy drogą ułożoną z kamieni, która przypomina schody. Dokładnie w tym miejscu spotkałem mężczyznę w bardzo podeszłym wieku, który w jeansach, ciepło ubrany, schodził z Kasprowego. Zapewne zaliczył wjazd kolejką, a następnie zdecydował się na samotne zejście w dół. Nie wiem, czy to był mądry pomysł, bo mając ok. 70-80 lat, trzeba liczyć się z tym, że organizm może nas czymś zaskoczyć. Weź to proszę pod rozwagę, gdy będziesz planował pieszą, kilkugodzinną wędrówkę w góry. Po prawej stronie (na zdjęciu po lewej) będziemy przechodzić obok krzesełkowej kolei linowej na Kasprowy Wierch. Dla osób, które nie są jeszcze przygotowane na to, żeby samodzielnie wejść na Kasprowy Wierch i z niego zejść, przygotowana została kolejka. Dzięki niej można na górę wjechać i z niej zjechać. Poza tym w tle widać górną stację kolejki oraz, nieco wyżej, charakterystyczne obserwatorium Meteorologiczne, zbudowane w 1938 roku. Jest to najwyżej położony budynek w Polsce. Jeśli czytając to przymierzasz się zastanawiając czy dasz radę to według mnie nic nie tracisz, a na górze doświadczysz uczucia spełnienia i realizacji czegoś co na początku wydawało się po za zasięgiem Twoich możliwości, a jednak pokonałeś własną barierę. Na początku pojawiła się w Twojej głowie, ale obaliłeś ją nie dając za wygraną. Podjąłeś wyzwanie, nie poddałeś się. Wiesz, że jedyne ograniczenia, to te, które sami narzucamy w swojej głowie? Kasprowy Wierch okiełznany!!! – 1987 m Udało się zrealizować to, co zaplanowałem 2 miesiące wcześniej. Nie powiem, że wejście na Kasprowy Wierch to bułka z masłem, bo trochę wysiłku trzeba w to włożyć, ale dla tych widoków warto. Drugim powodem może być własna satysfakcja, że dokonaliśmy czegoś, czego wcześniej nikt z naszych znajomych nie osiągnął. Przyznasz, że to całkiem miłe uczucie…:) Nie no, przecież nie to jest w tym wszystkim najważniejsze. Kilka kropel potu wyszło ze mnie. Dosłownie. Ale ostatnie podejście było połączeniem zmęczenia z uczuciem szczęścia, a to lubię najbardziej. Wtedy wiem, że zrobiłem coś pożytecznego i ważnego. Wejście na szczyt wiąże się również z odsłoniętą przestrzenią, a tym samym temperatura jest inna i wiaterek silniejszy. Musiałem ubrać bluzę, bo zrobiło się zimno, chociaż mamy właściwie środek lata. Niebo było nieco zachmurzone, ale to w niczym nie przeszkadzało, bo widok z Kasprowego na panoramę Tatr był imponujący. Uwielbiam to połączenie skał z zielenią, niebieskim niebem i kłębiącymi się chmurami. W tle widać liczne ścieżki, przecinające się szlaki, a na nich, niczym mrówki, ludzie zmierzający w wyznaczonym celu. Powrót na dół jest o wiele bardziej przyjemny i mniej męczący. Zejście czasowo jest prawie o połowę krótsze. Mam nadzieję, że niebawem na tapetę wezmę coś bardziej wymagającego. Jeśli podjąłeś się podobnego wyzwania to podziel się tym ze mną. Skomentuj! A tych co nadal zastanawiają się nad tym jak wejść na Kasprowy Wierch pieszo zapraszam do zadawania pytań, które pojawiają się cały czas w Twojej głowie. Wierzę, że niedługo zrealizujesz ten cel! Wyciągi narciarskie: Kasprowy Wierch - długość 4291m | różnica wysokości 936m | tel. 018 20 12 841 Gąsienicowa - długość 1156m | różnica wysokości 351m | tel. 018 20 12 841 Goryczkowa - długość 1736m | różnica wysokości 602m | tel. 018 20 12 841 Kalatówki - długość 400m | różnica wysokości 40m | tel. 018 20 12 827 Kalatówki - długość 250m | różnica wysokości 25m | tel. 018 20 12 827 Góra Gór Polskich! Niezapomniane wrażenie dla dzieci dobrze jeżdżących na nartach. Po "wystaniu" swojego biletu na kolejkę lub po godzinnym podejściu na Goryczkową wielka radość z niepowtarzalnego widoku w Polsce. I ta wspaniała jajecznica z patelni na Goryczkowej!:) Więcej o wyciągach Zakopanego Dane adresowe: Zakopane tel.: (018) 201 45 10 informacja na temat kursowania kolejki, warunków narciarskich, pogody Zobacz w pobliżu

kasprowy wierch z dzieckiem